Tak, ale tylko wtedy, gdy harmonogram jest ustawiony świadomie i pasuje do bezwładności podłogi. Problem pojawia się wtedy, gdy użytkownik ustawia ogrzewanie na bardzo krótki okres, na przykład tylko godzinę rano i godzinę wieczorem, a potem narzeka, że podłoga nie zdążyła się nagrzać. Mata albo kabel pod płytkami potrzebują czasu, aby ogrzać klej, płytkę i część posadzki. Jeżeli termostat uruchamia system zbyt późno, komfort pojawia się dopiero wtedy, gdy użytkownik już wychodzi z łazienki.
Przy folii grzejnej pod panelami reakcja jest szybsza, ale również nie natychmiastowa. Folia musi ogrzać podkład, panel i powietrze przy podłodze. Dlatego harmonogram powinien zaczynać grzanie wcześniej niż moment realnego użytkowania pomieszczenia. W łazience często ustawia się start nawet kilkadziesiąt minut przed pobudką, a przy cięższej podłodze jeszcze wcześniej. W pomieszczeniach z grubą warstwą nad kablem zbyt krótki cykl pracy daje wrażenie słabego ogrzewania, mimo że system technicznie działa prawidłowo.
Drugi błąd to zbyt duże obniżenie temperatury poza okresem pracy. Jeżeli w nocy termostat spada do bardzo niskiej temperatury, rano musi nadrabiać wychłodzenie całej konstrukcji. Często lepiej utrzymać niższą temperaturę bazową i podnosić ją tylko o kilka stopni w godzinach komfortu. Wtedy system nie startuje od zimnej podłogi, tylko koryguje już częściowo nagrzaną powierzchnię.
Prawidłowe ustawienie polega na obserwacji czasu nagrzewania. Przez kilka dni warto sprawdzić, ile minut mija od załączenia do uzyskania odczuwalnego komfortu. Dopiero na tej podstawie ustawia się harmonogram. Jeżeli termostat ma funkcję adaptacyjną, można ją włączyć, ale trzeba dać regulatorowi czas na „nauczenie się” podłogi. Samo ustawienie jednej pory dnia nie jest błędem. Błędem jest oczekiwanie, że podłoga zareaguje natychmiast jak nadmuch ciepłego powietrza.