Typowy czujnik podłogowy nie mierzy dokładnie temperatury powierzchni, tylko temperaturę w miejscu, w którym został ułożony, czyli zwykle pod płytką, w kleju, w peszlu albo pod panelem. To ważne, bo użytkownik często porównuje wskazanie termostatu z temperaturą zmierzoną na powierzchni i dziwi się różnicy. Te wartości nie muszą być identyczne.
Przy płytkach czujnik znajduje się zwykle pod okładziną, między odcinkami kabla albo maty. Temperatura w tym miejscu może być wyższa niż na powierzchni, szczególnie podczas nagrzewania. Płytka, klej i fuga przewodzą ciepło, ale z pewnym opóźnieniem. Termostat steruje więc temperaturą warstwy pod podłogą, a użytkownik odczuwa temperaturę powierzchni. Różnica jest normalna.
Przy folii pod panelami czujnik często znajduje się bliżej warstwy użytkowej, ale nadal nie zawsze pokazuje dokładnie temperaturę na wierzchu panelu. Panel, podkład i warstwy ochronne tworzą opór cieplny. Dlatego przy ustawianiu limitu trzeba uwzględniać zalecenia producenta systemu i okładziny, a nie tylko własne odczucie stopą.
Najlepiej traktować odczyt termostatu jako temperaturę punktu pomiarowego, a nie absolutną temperaturę całej powierzchni podłogi. Jeśli potrzebna jest kontrola powierzchni, trzeba wykonać niezależny pomiar pirometrem albo kamerą termowizyjną. Różnica kilku stopni może być normalna. Problemem jest dopiero duża rozbieżność, przegrzewanie albo brak komfortu mimo wysokich wskazań.