Tradycyjne termostaty ogrzewania zewnętrznego często bazują wyłącznie na czujniku temperatury. Taki prosty regulator załącza kable grzejne za każdym razem, gdy temperatura spadnie poniżej ustalonego progu (np. +1°C). Problem w tym, że samo niskie temperatury nie zawsze oznaczają potrzebę grzania – jeśli jest mroźno, ale sucho (brak opadów śniegu ani marznącego deszczu), ogrzewanie podjazdu nie jest potrzebne. Sterownik bez czujnika wilgoci włączy jednak system grzewczy na darmo, marnując energię.
Dodanie czujnika wilgoci rozwiązuje ten problem. Termostat monitoruje jednocześnie temperaturę oraz obecność wody/śniegu na nawierzchni. Ogrzewanie załączane jest dopiero, gdy wystąpią jednocześnie dwa warunki: ujemna temperatura (poniżej ustalonego progu) i wilgoć na powierzchni. Dzięki temu system grzeje tylko w przypadku opadów przy mrozie – czyli dokładnie wtedy, gdy istnieje ryzyko powstania lodu. W okresach suchego mrozu kable pozostają wyłączone, oszczędzając prąd.
Producenci takich termostatów szacują, że sterowanie uwzględniające wilgotność może zużywać nawet do 70% mniej energii w porównaniu do sterowania wyłącznie według temperatury. Innymi słowy, czujnik wilgoci znacząco redukuje czas pracy kabli grzejnych poza faktycznymi opadami. Z doświadczenia instalatorów wynika, że w praktyce oszczędności rzędu kilkudziesięciu procent są osiągalne – inwestycja w inteligentny sterownik często zwraca się już po 1–2 sezonach w postaci niższych rachunków za prąd. Co równie ważne, automatyka z czujnikiem wilgoci zapewnia większe bezpieczeństwo – powierzchnia jest odladzana dokładnie wtedy, gdy realnie grozi oblodzenie, bez ryzyka opóźnień (jak to bywa przy sterowaniu ręcznym lub przy złym ustawieniu zwykłego termostatu).
