Tak i taki błąd może być groźniejszy niż umieszczenie czujnika zbyt blisko kabla. Jeżeli sonda znajduje się poza aktywną strefą grzania, przy ścianie, pod zabudową albo w miejscu słabo ogrzewanym, termostat odczytuje zaniżoną temperaturę. Regulator uznaje, że podłoga jest nadal chłodna i podaje napięcie na matę, kabel albo folię dłużej niż powinien. W efekcie aktywna część podłogi może stać się zbyt gorąca.
Problem często pojawia się, gdy instalator prowadzi peszel najkrótszą drogą i kończy go przy brzegu maty zamiast w reprezentatywnym miejscu pomiędzy kablami. Użytkownik widzi, że termostat długo nie osiąga zadanej temperatury, więc system pracuje niemal bez przerwy. Przy płytkach ceramicznych skutkiem jest przegrzewanie posadzki i większe zużycie energii. Przy folii pod panelami skutki mogą być poważniejsze, bo okładzina ma ograniczoną dopuszczalną temperaturę pracy.
Czujnik powinien mierzyć miejsce typowe dla całej strefy. Nie powinien leżeć przy zimnej ścianie zewnętrznej, pod meblem, w pobliżu drzwi balkonowych ani w miejscu, gdzie nie ma elementu grzejnego. Jeżeli podłoga jest podzielona na kilka pól, sonda powinna znajdować się w tej części, która najlepiej oddaje średnie warunki pracy. Nie zawsze jest to geometryczny środek pomieszczenia. Liczy się realny układ kabli, maty albo folii.
Objawy złego położenia sondy to zbyt długi czas grzania, bardzo ciepła podłoga w części aktywnej i ciągłe niedogrzanie według wskazań termostatu. Diagnostykę można wykonać przez pomiar temperatury powierzchni w kilku punktach oraz analizę czasu pracy regulatora. Jeżeli czujnik jest w peszlu, można czasem poprawić jego położenie. Jeżeli został zalany bezpośrednio w posadzce, naprawa jest trudna. Dlatego etap układania czujnika jest krytyczny, mimo że sam element wygląda niepozornie.