Obawy o EMF pojawiają się regularnie i nie powinno się ich zbywać sloganem. W polskich materiałach jednego z producentów znajdziesz informację o badaniu wykonanym przez uczelnię techniczną, według którego natężenia pola są porównywalne z tłem w otoczeniu typowych urządzeń domowych, a inny producent podaje konkretne wartości pola elektrycznego poniżej przywołanych limitów. To jest właściwy kierunek myślenia: nie wierzyć w hasło „zero EMF” albo „promieniowanie jak z pieca”, tylko pytać o raport z badań dla konkretnego modelu. Każdy element zasilany energią elektryczną pracuje w polu elektromagnetycznym, ale dla użytkownika znaczenie ma poziom emisji i zgodność z wymaganiami bezpieczeństwa. Dlatego przy zakupie warto prosić nie o opowieść handlową, tylko o deklarację zgodności, kartę techniczną i wyniki badań, jeśli producent je publikuje. W praktyce większym ryzykiem od samego strachu przed EMF bywa zły montaż i brak ochrony elektrycznej.