Sterowanie PWM może mieć sens, ale użytkownik nie powinien oczekiwać, że zwiększy ono moc ogrzewania. PWM polega na cyklicznym włączaniu i wyłączaniu zasilania w określonych proporcjach czasu. Dla maty, kabla albo folii oznacza to, że element grzejny raz pracuje pełną mocą, a raz jest wyłączony. Średnia dostarczona energia zależy od długości impulsów i przerw.
Przy ogrzewaniu podłogowym duża bezwładność posadzki wygładza takie cykle. Użytkownik nie odczuwa szybkiego pulsowania temperatury, bo podłoga magazynuje ciepło. W dobrze dobranych regulatorach algorytm może stabilniej utrzymywać temperaturę niż proste włączanie z szeroką histerezą. Dotyczy to zwłaszcza pomieszczeń, gdzie potrzebna jest delikatna korekta, a nie pełne dogrzewanie od zera.
Problem pojawia się, gdy PWM powoduje zbyt częste załączanie przekaźnika mechanicznego. Klasyczny przekaźnik ma ograniczoną trwałość, więc bardzo krótkie cykle nie są korzystne. Dlatego sterowanie tego typu lepiej sprawdza się w regulatorach zaprojektowanych do takiej pracy, często z odpowiednio dobranym elementem wykonawczym. Przy dużych mocach i styczniku zbyt częste przełączanie może być uciążliwe akustycznie i mechanicznie.
Dla użytkownika najważniejszy jest efekt: stabilna temperatura bez przegrzewania i bez częstego klikania. Nie ma potrzeby wybierać termostatu wyłącznie dlatego, że producent używa określenia PWM. Ważniejsze są czujnik podłogowy, limit temperatury, obciążalność i algorytm dobrany do podłogówki. PWM jest narzędziem regulacji, nie cudowną metodą oszczędzania energii.