Ma sens, ale powinien być ustawiany rozsądnie. Tryb urlopowy obniża temperaturę na czas dłuższej nieobecności, aby system nie utrzymywał komfortu wtedy, gdy nikt nie korzysta z pomieszczeń. Przy elektrycznym ogrzewaniu podłogowym może to ograniczyć zużycie energii, szczególnie w domach z wieloma strefami. Nie powinno się jednak mylić trybu urlopowego z całkowitym i bezwarunkowym wyłączeniem ogrzewania w każdej sytuacji.
Jeżeli nieobecność trwa jeden dzień, duże obniżenie temperatury w ciężkiej posadzce może nie dać realnej korzyści, bo późniejsze dogrzanie również pochłonie energię i czas. Przy macie albo kablu pod płytkami lepiej stosować umiarkowane obniżenie niż wychłodzenie do minimum. Przy wyjeździe na kilka dni lub tygodni obniżenie jest już bardziej uzasadnione. W pomieszczeniach z folią pod panelami reakcja jest szybsza, więc powrót do komfortu trwa krócej.
Trzeba też uwzględnić funkcję pomieszczenia. W łazience, gdzie podłoga ma dawać komfort rano, po powrocie z urlopu system powinien uruchomić się odpowiednio wcześniej. Nowoczesne termostaty Wi-Fi pozwalają często wyłączyć tryb urlopowy zdalnie przed przyjazdem. W prostych regulatorach trzeba ustawić datę i godzinę zakończenia albo pogodzić się z tym, że po powrocie podłoga będzie chłodna przez pewien czas.
Nie należy ustawiać skrajnie niskich temperatur, jeśli budynek ma ryzyko zawilgocenia, wychłodzenia albo jeśli ogrzewanie elektryczne jest głównym źródłem ciepła. Tryb urlopowy ma zmniejszać niepotrzebny komfort, nie doprowadzać do niekontrolowanego wychłodzenia domu. W praktyce najlepsze jest obniżenie do bezpiecznej temperatury bazowej i zaplanowanie powrotu do normalnego programu z odpowiednim wyprzedzeniem.