To rozwiązanie jest poprawne i w wielu przypadkach wręcz praktyczniejsze niż montaż regulatora bezpośrednio w łazience. Powód jest prosty. W pomieszczeniach mokrych dochodzą wymagania związane z miejscem montażu, strefami bezpieczeństwa i stopniem ochrony obudowy. Jeżeli wybrany termostat nie może wisieć w danym miejscu albo inwestor chce uniknąć elektroniki w strefie narażonej na wilgoć, regulator montuje się w sąsiednim pomieszczeniu, a do łazienki prowadzi jedynie kabel czujnika podłogowego i kabel zasilający system. Dla łazienki z matą albo kablem pod płytkami to bardzo częsty, poprawny układ.
Kluczowe jest jednak to, jaką funkcję ma pełnić sterowanie. Jeśli w łazience chodzi głównie o ciepłą podłogę, wystarczy czujnik podłogowy i termostat poza pomieszczeniem nie stanowi problemu. Jeżeli układ miałby sterować także temperaturą powietrza w samej łazience, prosty regulator zamontowany w korytarzu nie nadaje się do tego zadania, bo mierzy nie to powietrze, które trzeba. Wtedy trzeba stosować zdalny czujnik powietrza albo pogodzić się z tym, że sterowanie dotyczy wyłącznie temperatury posadzki. Przy folii grzejnej w strefach suchych zasada jest podobna. Miejsce montażu regulatora może być inne niż strefa grzania, ale czujnik musi mierzyć dokładnie tę strefę, którą system ogrzewa.
Dobra praktyka instalacyjna jest prosta: osobny peszel dla czujnika, zakończony w aktywnej części pola grzania, bez krzyżowania z kablem zasilającym matę albo folię; właściwie dobrana puszka; zasilanie zabezpieczone zgodnie z dokumentacją systemu, typowo przez RCD 30 mA. Jeżeli kabel czujnika trzeba wydłużyć, wolno to robić tylko tam, gdzie producent dopuszcza takie rozwiązanie. W części systemów dokumentacja podaje możliwość przedłużenia, nawet znacznego, w innych brak specyfikacji. Najczęstszy błąd polega na przeniesieniu regulatora poza łazienkę bez przemyślenia trybu pracy. Sam fakt, że termostat jest „za drzwiami”, nie jest problemem. Problemem jest błędne założenie, że będzie wtedy poprawnie mierzył warunki w łazience.